Czy musi być żartobliwy? Czy musi wywoływać śmiech, refleksję? Czy pisząc powinniśmy działać w oparciu o przyjęte schematy?

Zastanawiam się czasami, jak to artykuł, produkt może być sexy?

Czy wszyscy powariowali z tym seksem? Co to do cholery znaczy, że temat jest sexy? Dlaczego wszystko teraz ma być sexy?!!! 

Czy nie można po prostu powiedzieć: ciekawy, inspirujący, refleksyjny?

Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy aby na pewno ja również jestem sexy! 

Czy aby opowiedzieć historię, trzeba ją ubrać w seksowne ramy? Wiecie – takie odgórnie przyjęte? Czy aby podkreślić przeżycia wewnętrzne lub stawiania za wysoko poprzeczki trzeba używać ozdobników, mocnych akcentów?

Proszę się nie obawiać – nie będę tańczyć ani śpiewać mocnego rocka tym bardziej biegać nago po scenie. 

I wiecie co? Zaczęłam pisać tekst. Zanim się nie spostrzegłam sama sobie narzuciłam presję. Ma być sexy!

Tak. I powiem więcej – zwątpiłam w siebie i w swoje możliwości. Chcąc wykonać zadanie starałam się wpasować w przyjęte standardy. Spełnić oczekiwania. Ale właściwie po co? Po jaką cholerę?!

Czy zawsze wykonanie czegoś musi być według ustalonego odgórnie schematu? Kto tak powiedział? Kto to ustalił? Narzucił?

Kopiujemy czyjeś style pisania,. ubierania, bycia. Mimo że się z tym źle czujemy przytakujemy mimo ze mamy inne zdanie na dany temat. Często nie zabieramy głosu. Myślimy co się będę wychylać.

Ale wracając do tematu: schematy, standardy, procesy, procedury… 

Tak, zasady są ważne. Są punktem wyjścia, nadają kierunek, cel do którego zmierzamy.

Ale kto powiedział, że nie można inaczej? To wymaga odwagi, autentyczności. Braku lęku przed oceną i krytyką. Nie działania pod publiczkę.

No właśnie ta krytyka. Ocena. To przeglądanie się w oczach innych. Potwierdzanie swojej wartości, aprobata.

Dla kogo się dzisiaj ubraliście Państwo? Czy dla siebie czy dla innych? 

Ja wyglądam dzisiaj świetnie. Akceptuję w sobie wszystko nawet parę kilo za dużo. Chociaż nie powiem – wyglądam naprawdę nieźle – siłownia robi swoje 🙂

Widzę, że może dzisiaj nie do końca dobrze dobrałam buty. Ale w tych butach świetnie się czuję.

A Wy jak się dzisiaj czujecie? Ubrani czy przebrani?

Tak łatwo wtopić się w tłum. Łatwo przytakiwać, nie wychylać się. Nie proponować innych rozwiązań niż te ogólnie przyjęte. Łatwo kopiować innych zamiast odważnie wyrażać siebie.

Autentyczność. Tyle się o tym teraz mówi i jest moda na życie typu w zgodzie ze sobą, life-work balance, joga te sprawy. 

Ale czy tak naprawdę żyjemy tak jak chcemy? Czy po prostu wpisujemy się w ogólny model zachowań?

Czy podejmując różne decyzje kalkulujemy czy to nam opłaca się czy tez nie? 

Czy podejmując decyzję naprawdę działamy w zgodzie ze sobą? 

Czy chcemy być autentyczni? Czy chcemy żyć na swoich własnych zasadach? Czy jednak podejmując decyzje kierujemy się lękiem przed oceną i akceptacją innych?

Ja bym to nazwala wolnością. Wolnością wyboru – jak chcemy żyć. Jakimi drogami kroczyć. Jaką nawigację zastosować.

Tej wolności sobie i Państwu życzę każdego dnia. 🙂

I proponuję – zaśpiewajmy „I am too sexy” (Right Said Fred), podaję link do piosenki: https://www.youtube.com/watch?v=OxZp4VEopcE&list=RDOxZp4VEopcE&start_radio=1

Zdjęcie: Pixabay

Przewijanie do góry