Nie od razu wszystko zaczęło układać się idealne. Bywały dni, kiedy pojawiał się cień zwątpienia, chwile, gdy przeszłość przypominała o sobie a stare lęki szeptały cicho podświadomością.
Ale teraz wiedziała, że sobie poradzi. Z czułością, uważnością i cierpliwością wobec siebie.
Zrozumiała, że miłość do siebie to proces — nie cel, który się osiąga i kończy. To codzienne wybory: mówić sobie prawdę, stawiać granice, otaczać się ludźmi, którzy naprawdę wspierają, a nie wyczerpują.
Zaczęła odkrywać swoją siłę w byciu autentyczną – po prostu sobą — bez maski, bez udawania, bez potrzeby spełniania oczekiwań innych.
To był moment, w którym zaczęła przyciągać ludzi, którzy widzieli i słyszeli ją naprawdę.
Teraz już nie bała postawić siebie na pierwszym miejscu. Nie było to proste od razu. Kochanie siebie to także ochrona swojej energii. Natalia zaczęła wyznaczać granice – powoli, ale stanowczo. Mówiła „nie” tym, którzy zabierali jej spokój i dobrą energię.
Przestała tłumaczyć zachowania innych, które ją raniły i udawać, że wszystko jest okej, gdy tak nie było.
Czasem trudno jest powiedzieć „dość” osobom, które kiedyś były blisko — ale jeszcze bardziej boli żyć w ciągłym napięciu i poczuciu własnej wartości zdeptanej przez innych.
Dziś Natalia wybiera siebie — swoje zdrowie, swoją radość, swoją wolność.
I choć droga była trudna, każdy krok ku sobie przynosił ulgę i siłę.
Bo prawdziwa miłość zaczyna się wtedy, gdy przestajesz szukać jej na zewnątrz. Gdy zaczynasz ją dawać sobie codziennie, w małych gestach odwagi.
