Przedstawiają się róznie, ale zawsze tak, aby zrobić na Tobie wrażenie. Będą np.: żołnierzami wysłanymi na misję czy też inżynierami platform wiertniczych. Będą pod Twoim wrażeniem od samego początku – jakbyś była spełnieniem ich marzeń. Jakby całe życie to właśnie na Ciebie czekali.
Najczęściej będą wdowcami – samotnie wychowującymi dziecko lub dzieci lub też opiekującymi się chorymi rodzicami. Będą się dopytywać, czy na pewno jesteś katoliczką. Bo dla nich wartości, rodzina są priorytetem.
A Ty będziesz przecierać oczy ze zdumienia – czy taki facet w ogóle istnieje? Uważny na Ciebie, zgadujący Twoje myśli, troskliwy, obecny, rozmowny.
Odniesiesz wrażenie, że jesteś z nim bliżej niż z jakimkolwiek innym facetem do tej pory.
Ideał, który budzi Cię piękną piosenką, tekstem, emotionką, która rozjaśnia Twój dzień już na dzień dobry. Obecny, wspierający, dopytujący o Ciebie o Twoje potrzeby – co myślisz, co czujesz. On Cię słucha. Naprawdę.
Pierwszy raz od bardzo długiego czasu czujesz się zauważona, ważna, atrakcyjna. Co sprawia, że unosisz się nad ziemią. Czujesz znowu motyle w brzuchu – czekasz na wiadomość i piszesz jak nastolatka.
I właśnie o to im chodzi – abyś się zaangażowała, abyś nie wyobrażała sobie już życia bez niego, Abyś uwierzyła, że będziecie żyć dlugo i szcześliwie.
Piszę o tym dlatego – ponieważ w poprzednim tygodniu zaprosiło mnie w social mediach do kontaktu 7 mężczyzn – nazwijmy ich “Stevenami”. Polacy i obcokrajowcy – to bez znaczenia, ponieważ schemat ich działania jest taki sam. Po kilku wymianach zdań odpisywywałam, że proponuję zakończyć rozmowę, bo to co robią i jak działają jest mi znane. Bez słowa urywali rozmowę.
A przyjmowałam ich do swoich kontaktów, żeby sprawdzić, czy coś się zmieniło w sposobie działania. Jak wygląda ich profil – czy są wiarygodni. I powiem szczerze, że coraz częściej na pierwszy rzut oka to wydaje się wszystko w porządku.
Podkreślę – wydaje się wiarygodny…
Ponad 4 lata temu również poznałam “Stevena”. Inżynier platform wiertniczych. 5 tygodni trwało moje love story. Facet mnie adorował. Był troskliwy. Robił wszystko, abym uwierzyła, że jestem wyjątkowa a on to ten jedyny. Wymarzony, wyczekany ideał. No i uwierzyłam, że chce się ze mną ożenić, że akceptuje moje dzieci.
Gdy wyczuł, że byłam już tak zakochana i świata poza nim nie widziałam i że zrobię wszystko, powiedział mi, że musi wyjechać na projekt na drugi koniec świata– mój “Steven” był inżynierem platform wiertniczych. Mieszkał w Londynie.Był wdowcem i wychowywał nastoletnią córkę.
Nagle przez kilka dni się nie odzywał. Martwiłam się bardzo. Rzeczywiście – “wkręciłam się” w tą relację. Zerkałam nerwowo na telefon, kiedy się odezwie.
Kiedy odezwał się po kilku dniach– odetchnęłam z ulgą. Tak – stał się ważną częścią mojego życia. A ja byłam jedynie częścią jego gry.
Odezwał się, ale już z innego numeru telefonu. Tłumaczył dlaczego – ale już nie pamiętam. Zapewniał, że tęskni, że nie może się doczekać, kiedy do mnie przyjedzie do Polski. Były piękne słowa, wyznania, łzy. Jednym taki poziom emocji, że byłam gotowa pobiec za nim na koniec świata.
I tak naprawdę – to o to chodziło. Swój cel osiągnął.
I wtedy w tej całej love story – nagły zwrot akcji – on ma problemy finansowe związane z projektem a Ty jesteś jedyną osobą, która może mu w tym pomóc. Co sprawi, że będzie mógł przyjechać do Ciebie i abyście byli wreszcie razem.
Pomóż, wesprzyj – przecież kochasz. Przecież chcesz z nim być. On już naprawdę chciałby być blisko Ciebie. Pyta też o dzieci – wchodzi umiejętnie na Twoje delikatne struny – bo on chce się zaopiekować nie tylko Tobą, ale również Twoimi dziećmi.
No powiem – prawdziwy “wyciskacz łez”. Byłam główną bohaterką Harlequina. Bez happy endu.
Jak kochasz – to przecież powinnaś pomóc. Przesłać mu pieniądze, uratowć, abyście mogli by jak najszybciej razem.
I w tym miejscu love story się kończy. Zaczynają się suche komunikaty, szczegóły dotyczące przelewu środków. Mówi, że kocha, że tęskni, a Tobie włącza się żółta żaróweczka. A jak dodatkowo mówi Ci, że potrzebuje naprawdę konkretnej gotówki i sugeruje, żebyś wzięła pożyczkę, kredyt to nogi się pod Tobą uginają.
Na tym love story ze “Stevenem” się zakończyła. Nie dostał ode mnie pieniędzy. Zaczęłam sprawdzać jego profil. Miałam poczucie, że się przestraszył. Wysłał jeszcze kilka wiadomości “proforma” bez “ochów i achów” – odpowiedziałam w tonie, że dalej się bawię i że zainwestował swój czas w osobę, która nie pociągnie dalej gry na zasadzie: zrobię wszystko, abyś przyjechał, abyś był. Co sprawiło, że się we mnie bardzo szybko odkochał.
Kiedy teraz przyjmuję zaproszenia. I czytam ten sam “bajer”, te teksty, które po pozorrnym zainteresowaniu przechodzą do konkretu – jesteś kobietą moich marzeń, chcę cię poznać jak najlepiej, mów i nie przestawaj itd. – to tak sobie myślę, jak bardzo potrzebowałam uwagi mężczyzny, że weszłam w coś takiego.
I widać, że takich kobiet – jak ja kiedyś – jesteś więcej niż nam się wydaje. Bo jakby nie było, to nie byłoby ich aż tylu. 7 zaproszeń od różnych mężczyzn i podobny schemat działania zaledwie w ciągu kilku dni?
Ten tekst napisałam nie po to, aby inne kobiety również powiedziały głośno – to również moja historia. To nie czas, na wymianę doświadczeń – jak było w Twoim przypadku?
To chodzi o to, że jesteśmy bardziej głodne miłości, uwagi niż chcemy same się przed sobą przyznać. To znaczy, że nie potrafimy, boimy się być same i potrzebujemy adoracji, zainteresowania. Nie chcemy być niewidzialne.
Ale cena, jaką płacimy za te kilka tygodni unoszenia się nad ziemią jest zbyt kosztowna. Bo poza kwestiami finansowymi są koszty emocjonalne. Często traumy i milczenie. Bo przecież nie powiemy tego głośno. Nie przyznamy się publicznie, że zostałyśmy oszukane i zmanipulowane uczuciowo.
Mnie paradoksalnie historia ze “Stevenem” przyniosła wiele korzyści. Do tego miałam możliwość szlifowania języka angielskiego. Ale nie każda kobieta tak do tego podejdzie. Nie każda kobieta będzie się z tego śmiać.
Pewność siebie i świadomość własnej wartości można zbudować. To sprawi, że nie będziesz potrzebowała jego zachwytu, czułych słów i zapewnień, że jesteś ważna, że kocha. Bo będziesz ważna sama dla siebie. Nie będziesz się bała być sama. Brak partnera nie obniżaTwojej wartości jako kobiety.
Możemy zakładać “mundurki”. Przywdziewać maski. Tkwić w pozorach. Ale prawda jest taka, że brak pewności siebie przekłada się na każdy obszar życia i na jego jakość. Na stan umysłu.
Ja swoją pewność siebie zbudowałam. Tym samym zmieniłam perspektywę. Otworzyłam wiele drzwi, które – na pierwszy rzut oka – wydawały się zamknięte.
Na swoim przykładzie pokazuję, że nie jest za późno na zmianę, na życie na własnych zasadach. Ważna jest gotowość, decyzja i pierwszy krok.
Pytanie, czy jesteś gotowa?
