Kochać i być kochaną.
Ważną, zauważoną, pożądaną. Jedyną.
Ponownie uwierzyła, że bez sztuczności i napięcia może ponownie się śmiać.
Inaczej spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Już nie doszukiwała niedoskonałości w sobie. Tym razem był to wzrok akceptacji, zrozumienia, czułości.
Zaopiekowała się sobą. Nie chciała już szarości w swoim życiu. Bycia niewidzialną. Pragnęła znowu otaczać się kolorami.
Już nie zakładała czegokolwiek, aby się schować. Zmieniła styl ubierania. Nie chciała nosić już tuszujących „worków”, rozciągniętych dresów i staników i zwykłych majtasów, które towarzyszyły jej przez ostatnich parę lat.
Natalia rozkwitała. Wręcz promieniała.
Jakby dzień po dniu budziła się z głębokiego snu. To szczęście, ta radość jaką miała w sobie, malowała się na jej twarzy. Chciała podzielić się swoją radością z całym światem.
Wykrzyczeć: jestem szczęśliwa!
I wtedy zrozumiała, że w tym wszystkim nie chodzi w ogóle o niego.
Chodzi o to, co w niej się przebudziło dzięki niemu.
Nie była już kobietą czekającą, aż ktoś ją wybierze.
Była kobietą, która uwierzyła w siebie. Odnalazła swoją kobiecość.
Zrozumiała, że szczęście nie przyszło z zewnątrz. Przyszło wtedy, gdy w końcu spojrzała na siebie z czułością.
