Ostatnio ktoś mnie zapytał – co zrobiłaś szalonego w swoim życiu? A co chciałabyś zrobić?

Odpowiedź na te pytania nie była natychmiastowa. Potrzebowałam się nad tym zastanowić. I to mnie zdziwiło. Co ja tak naprawdę szalonego zrobiłam?

Nie skoczyłam ani ze spadochronu, ani na bungee. Nie leciałam paralotnią. Nie wspięłam się na żaden znaczący szczyt. Nie przemierzyłam świata z plecakiem, czy na motocyklu.

Pół życia nic szalonego nie zrobiłam. Wręcz się zastanawiałam, wycofywałam. Pozostawałam w zawieszeniu. Oddawałam walkowerem.

Bo czy szaleństwem można nazwać kąpiel nago o północy w jeziorze? Kochanie się w nietypowych miejscach? Czy szaleństwem jest takie pragnienie dziecka, iż podejmujesz decyzję o zajściu w ciążę na okresie próbnym?

Czy szaleństwem jest rezygnacja z etatu, bo czujesz, że ta rola, ten rozdział już się dla Ciebie kończą? Czy szaleństwem jest wywrócenie do góry nogami dotychczasowego życia, bo czujesz, że to nie jest Twoje? A może to egoizm?

Czy szaleństwem jest życie na własnych zasadach, działanie pod prąd, ale zawsze w zgodzie ze sobą – z zachowaniem szacunku do innych?

Czym jest szaleństwo? A czym życie „na pełnej petardzie” jak mawiał ks. Jan Kaczkowski?

Na te pytania nie udzielam odpowiedzi. Pozostawiam je do refleksji. Każdy ma inną definicję tego samego (to zdanie przejęłam od mojego syna i stało się również moim).

Pozwolę sobie zadać jednak pytanie na koniec – co zrobiłaś/zrobiłeś szalonego w swoim życiu a co chciałabyś/chciałbyś zrobić?

Przewijanie do góry