Droga Redakcjo 🙂
Nie mam już siły. Jestem zmęczona ludźmi i ich oczekiwaniami. Prowadzonymi gierkami. Fałszem, grą pozorów. Jestem zmęczona wszech obecną potrzebą pokazania się z jak najlepszej strony – często kosztem drugiego człowieka.
Mimo nie chcę brać udziału w tym teatrze masek, to oni wracają ze swoimi oczekiwaniami, presją, musisz. Wiesz, ja w przeszłości nie raz “odtańczyłam” ten zbiorowy taniec pozorów, odpowiedniej narracji, przekonywania, że moja prawda jest “mojsza niż twojsza”.
Wiem, jak to wszystko smakuje. Wiem, co to znaczy, gdy człowiek dowartościowuje się kosztem drugiego, jak się karmi jego słabością i ograniczeniami.
Ja już dawno wysiadłam z tego pędzącego pociagu. Już dawno zdecydowałam, że chcę inaczej. Że to nie sztuką jest oczekiwać szacunku ze strony drugiej osoby. Że to “działa”, gdzy jesteś na “szczycie”. Kiedy każdy chce być w Twojej drużynie, kiedy masz głos, kiedy masz wpływ.
Ale to się nie sprawdza – gdy z tego szczytu spadasz. Gdy nagle zostajesz sama z garstką tych, dla których byłaś ważna niezależnie od tego – czy byłaś na tym szczycie czy też nie.
A na tym szczycie często również jesteś samotna– bo gdy zgasną wszystkie reflektory, kiedy wszyscy co mieli przytaknąć, zrobić ochy i achy nad wszystkim tym, co zrobiłea danego dnia – bijąc nawet brawo jak pięknie potrafisz kichać 🙂 – to gdy wracasz do domu – jesteś sama.
Ja już dawno zdecydowalam, jaka chcę być. Jak chcę żyć. Jakie wartości są dla mnie ważne. Czego chcę i potrzebuję, a na co nie daję zgody. Już to potrafię. Mówię o tym głośno. Jestem wierna sobie i swoim wartościom.
To dlaczego oni wciąż wracają? Dlaczego chcą tak bardzo zaprosić do teatru pozorów? Dlaczego na siłę chcą przyznać rolę, której nie chcę grać? A gdy nie przyjmuję jej nie potrafią odpuścić? Uszanować? Dlaczego tak bardzo chcą…?
Wiesz – już nie mam słów. Nie mam, bo słowo “nie” – nie jest respektowane. Jakby granice stawiane przeze mnie były dla nich problemem. Jakbym nie miała prawa do swojego zdania, do tego, w jaki sposób żyję…
Jestem tym wszystkim i tymi wszystkimi ludźmi tak bardzo zmęczona…
Odpowiedź Redakcji 🙂
Rozumiem, że jest Ci dzisiaj ciężko. Rozumiem, że możesz czuć się przytłoczona, rozgoryczona. Że może być Ci po prostu źle. To nie jest łatwa sytuacja – szczególnie gdy czujesz presję ze strony innych i ich oczekiwania wobec Ciebie. Czujesz, że to nie jest Twoje. Że to nie tak powinno być.
Nie mamy wpływu na opinie, reakcje innych ludzi tym bardziej na intencje, z jakimi działają. Mamy natomiast wpływ na to, jak te sytuacje odbieramy.
Może warto spojrzeć na daną sytuację i zastanowić się , czy gdy ktoś “karmi” swoje ego stawiając drugą osobę w mniej korzystnej sytuacji to czy ta sytuacja świadczy tak naprawdę o nas czy o drugiej osobie?
Pytanie też, czy warto analizować pobudki, z jakich dana osoba działa w taki a nie inny sposób? Może nie potrafi inaczej? A może to jest schemat działania, który przyjęła i uznała za jedyny słusznny?
Każdy człowiek patrzy na daną sytuację ze swojej perspektywy, przez swoje filtry.
Ostatnio uszłyszałam jedno zdanie słuchając nagrań Carla Junga “Ból przestaje być wrogiem a zaczyna być mapą”.
To piękne i głębokie zdanie.
Bo można usiąść i płakać i zastanawiać się, dlaczego takie sytuacje właśnie mnie spotykają? Co ja takiego zrobiłam i dlaczego znowu ja?
A można podejść do tego w ten sposób: co ta sytuacja chce mi pokazać? Czego nauczyć? Może coś we mnie wymaga pochylenia, zobaczenia, zaopiekowania się?
Bo może jesteśmy jak te lustra dla siebie nawzajem? Może drugi człowiek odbija to, co wymaga zaopiekowania, uzdrowienia?
Może wcześniej np. Twoje granice były przekraczane? Milczałaś wtedy, kiedy chciałaś mówić? Ale strach, niepewność lub lęk powodowały, że słowa grzęzły w gardle.
Może to jest moment “sprawdzenia” czy niezależnie od sytuacji staniesz za sobą? Może warto popatrzeć na to w ten sposób?
Może największym aktem troski i miłości własnej jest po prostu odpuścić? Rozpamiętywanie bez końca danej sytuacji niszczy od środka i nie pozwala zachować spokoju.
To nie jest poddanie się. To jest wybór siebie. Ochrona granic.
Przytaczając myśli buddyjskie – odejście bez gniewu jest najwyższą formą granicy.
Wszystkiego dobrego i przesyłam serdeczności 🙂
