Długo zastawiałam się nad tym komunikatem. Nie pod kątem wyrzutu, oceny tylko powodu, dla którego tego nie zrobiłam. A przecież deklarowałam, że jest to dla mnie ważne. Bo tak było i jest.

To “nie rozumiem” ciągle dżwięczało mi w głowie. Było niewygodne, zmuszało do refleksji. Do zatrzymania się i zadania sobie samej pytania: Dlaczego?

Bo nie byłam gotowa. 

Bo nie czułam, że naprawdę mi się uda. Specjalnie używam zwrotu “uda się” – bo nie wierzyłam, że to zrobię. 

Że to jest ten czas mimo że serce się wyrywało. Że wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały to jest ten moment – to ja sama sabotowałam wszystko. 

Z jednej strony przekraczałam swoje granice, szłam do przodu. 

Jestem wystarczająca. Niczego nie muszę udowadniać. Należy mi się – jak to trudno powiedzieć…

Bałam się i robiłam a z drugiej strony cały czas nie dawałam jasnego komunikatu: Jestem gotowa! Należy mi się. Po prostu należy mi się. Bez żadnych warunków, bez spełnienia określonych wymagań, przejścia kolejnych testów – już sama nie wiem jakich, ale tak po prostu NALEŻY MI SIĘ!!!!!

I sama przed sobą musiałan – tak musiałam – przyznać, że sama uległam Syndromowi Oszusta. Że sama w seibie zwątpiłam, że jak cel był już blisko to wycofywałam się w ostatniej chwili. 

Byłam przygotowana od samego początku. Byłam odważna – chwilami nawet za bardzo. W budowaniu tej odwagi towarzyszyłam innym. Spod moich skrzydeł odleciało wiele mentee, którzy czując wiatr w żagle wypłynęli na pełny ocean. Podziwiam Ich. Kibicuję IM. Jestem szczęśliwa i zaszczycona, że miałam swoją małą cegiełkę w Ich drodze.

Piękno drogi. 

Przygotowując ten artykuł wróciłam wspomnieniami do poprzedniego roku. Był inny niż wszystkie do tej pory. Pod każdym względem: decyzji, doświadczeń, projektów, relacji. Ale przede wszystkim tego, jak Ja sama się zmieniłam.

11 miesięcy temu opublikowałam posta na Linkedln, który zaczyna si tak: 

“Zapytałam lekko zdziwiona znajomą „Jaki jest powód, iż czytasz zakończenie kryminału mniej więcej po połowie przeczytanej książki ❓ ”

I otrzymałam odpowiedź: „Jak już poznam bohaterów i rozwija się „akcja” lubię sprawdzić, czy moje przypuszczenia co do zakończenia się potwierdzają. Jak już zaspokoję ciekawość mogę dalej czytać spokojnie.” “

Dalej w treści napisałam:

“Ten zwyczaj czytania kryminału przez znajomą stał się dla mnie inspiracją do refleksji nad:


– potrzebą natychmiastowych i wymiernych efektów włożonej pracy i wysiłków;

– zapewnieniem, iż podejmowane działania będą zgodnie z przyjętymi założeniami;

– efekt finalny będzie dokładnie taki, jak sobie wyobraziliśmy;

– czy bardziej skupiamy się nad efektem końcowym czy czerpiemy radość z samej drogi do osiągnięcia celu. 

Uzmysłowiłam sobie, jaką drogę przebyłam w ciagu roku – szczególnie jeżeli chodzi o przekonania. Zadaniowość, osiąganie celu za celem zamieniłam na radość z samej drogi, ze zbierania doświadczeń. Ale to był wstęp do pelnego zaufania sobie i życiu i otwarcie się na inne rozwiązania, na inne możliwości niż ja sama mogę sobie wyobrazić. 

Puść. Odpuść.

To zaufanie oznaczało puszczenie kontoli, wyniku a totalne otwarcie się na niespodzianki, jakie oferuje mi życie. To praca z cieniem, aby uwierzyć, że życie może być dobre. Że nie muszę się ciągle ze wszystkim forsować, udowadaniać. Że nie muszę wszędzie udowodniać swojej wartosci. 

Że ja naprawdę nic nie muszę. Naprawdę. 

Że najważniejsza jestem ja i moja energia. Że moja autentyczność, prawda i wartości są moją tarczą. Że moja wiara, że KTOŚ mnie prowadzi obroni mnie. Mówi się, że jak trwoga to do Boga. Zespół Raz Dwa Trzy śpiewał “Trudno nie wierzyć w nic”. Przykładów można by mnożyć. 

Wiara w siebie. 

Ważne jest to, w co wierzysz Ty. Bo jak Ty w siebie nie wierzysz – a nawet jezeli ktoś inny w Ciebie wierzy – to bez Twojej gotowości nic się nie wydarzy. To nie jest tylko powiedzenie: jestem gotowa. To niezachwiana wiara w to co mówisz. To wyeliminowanie lęku na poziomie podświadomosci. 

“Wszystko, czego potrzebujesz jest w Tobie.

Odkryj toi ciesz się życiem” – Madonna

ja Ci w tym pomogę.

To motto mojej marki. To nie przypadek, że właśnie takie motto wybrałam. I to też nie przypadek, że go nie zmieniłam mimo że otrzymywałam różne sugestie – że zbyw prost, że za długa, że tekst sie rozmywa. 

Nad przejrzystością zawsze można popracować – zmienić wielkosc liter, wybrac inny kolor. To są juz ozdobniki w moim odzuciu. 

Najważniejsze jest to, co Ty czujesz. W co Ty wierzysz. I najważniejsze pytanie, które warto zadawać sobie: czy ja naprawdę w siebie wierzę? Czy wierzę, że mam w sobie wszystko, co ważne, aby naprawdę wyjść na scenę swojego życia? Że już dość przygotowań, dość prób generalnych i ćwiczenia przed lustrem tekstu. Dość!!!!!

Przekonania – to one nas blokują. Nie pozwalają pójść naprzód. Perspektywa.

Stwierdzenie dotyczące odpowiedniej perspektywy było bardzo często używane w moich komentarzach, jakie zostawiałam pod postami innych na LinkedIn w poprzednim roku. 

Dlaczego?

Uważam, że odbiór rzeczywistości, drugiego człowieka, danej sytuacji zależy w dużej mierze od naszych własnych przekonań, wartości, perspektywy.

Każda sytuacja ma dwie strony medalu. Nie ma jednej odpowiedzi – tak lub nie. Prawda czy fałsz. 

Można gdybać, rozkładać na czynniki pierwsze, mówić: to zależy. Można dywagować – stawiać tezy, posiłkować się stereotypami itd. 

Pracując nad sobą, nad przekonaniami, lękami i ograniczeniami podnosiłam swoje wibracje – bo życie pełne szczęścia i obfitości nie przyjdzie, kiedy działamy z poczucia braku, niepewności, poczucia bycia niewystarczającym. Kiedy zazdrościmy, porównujemy się z innymi czy martwimy.

Obfitość – to stan umysłu nie portfela. 

Obfitość przychodzi, kiedy czujesz spokój. Kiedy jesteś pewien swojej wartości i nie potrzebujesz przeglądać się w oczach innych. Nie porównywać się a żyć w zgodzie ze sobą. 

Dzięki temu krok po kroku stawałam się osobą, którą zawsze chciałam być. Przestałam czekać na odpowiedni czas. Zanim będę zauważona i doceniona zaczęłam działać sama na swoich własnych zasadach.

„Szczęście zależy bardziej od stanu umysłu niż warunków zewnętrznych” – to myśl zaczerpnięta z książki „Sztuka szczęścia Poradnik życia” Jego Świątobliwość Dalajlama Howard C. Cutler stała się również moją myślą przewodnią.

To, na czym skupiasz uwagę – przyciągasz. Ja skupiam swoje myśli na pięknych rzeczach. I takie też do mnie coraz częściej przychodzą.

P.S. Gdy skończyłam pisać ten tekst – miałam godzinę, aby się przygotować do wyjazdu. Rano otrzymałam telefon i pytanie, czy chcę iść na koncert Alphavile. No pewnie że chciałam. 

Okazało się, że koncert nie jest w Warszawie a w Gliwicach 🙂 A była godzina 11:28 – a ja mieszkam w Grodzisku Mazowieckim.

Szybkie sprawdzenie rozkładu pociągów. Kupno biletu, spakowanie się i ahoj przygodo!!!

Koncert Alpahvile, loża VIP. 4-gwiazdkowy hotel. I wśród tych ludzi, którzy siedzą w tej loży – ja – Marta Cudakiewicz.

Jesteś gotowa/y powiedzieć życiu TAK?

Kiedy naprawdę powiesz życiu TAK wszechświat organizuje wydarzenia, o których nawet nam się nie śniło. Wtedy wychodzisz na główną scenę – swojego życia. Reflektory są skierowane na Ciebie, a Ty jesteś gotowa błyszczeć, lśnić.

Ja sobie zgodę na to, aby błyszczeć dałam. Osiągnęłam coś – co przez lata wydawało mi się nierealne – wolność myśli, wyboru, sposobu stylu życia. 

Punktem wyjścia było zaufanie do siebie i do życia. Puszczenie kontroli i pozwolenie, aby prowadziło. Bez presji, a naturalnie.

I swoje życie zmieniłam nie mając kompletnie planu B. Zmieniłam je w momencie, kiedy podjęłam decyzję, że chcę być tą osobą, którą zawsze chciałam być. 

Trudno nie wierzyć w nic” jak śpiewa zespół “Raz dwa trzy.”

Miałam jednak mocną i niezachwianą wiarę w siebie i w to, że nie jestem sama. Że wszechwiat, Bóg mnie prowadzi. Że ufając procesowi płynę z prądem a nie pod prąd mimo że chwilami wydawało się, że jestem w samym środku niejednego sztormu. 

Dekoracje wokół mnie się zmieniały. Chwilami czułam się jak na dworcu obserwując jak drzwiami obrotowymi wchodzą i wychodzą z mojego życia ludzie Bo w tym czasie odrabiałam lekcje kto jest tak naprawdę ze mną a kto… no cóż…

Ostatecznie zostają w nim jedynie Ci, ktorzy we mnie wierzyli niezależnie od okoliczności. 

Ja swoje życie zmieniłam. Odważyłam się zrezygnować z dobrze płatnej pracy, prestiżu stanowiska i zostać bez stabilizacji finansowej, by z wiarą w sercu odnaleźć siebie. Ani przez moment nie zostalam bez pieniędzy. A wręcz przeciwnie. Pieniądze płyną do mnie z różnych źródeł. Pojawiają się piękne, wartościowe projekty, ludzie którzy mają takie same wartości, taką samą energię.

To co się dzieje wykracza poza moją wyobraźnię. Dzieje się tak dlatego, że uwierzyłam. Że dałam sobie szansę. Że nie przepuściłam kolejnego pociągu mówiąc może kiedyś.

W czasie spotkań networkingowych nie zaczynam od tego, czym się zajmuję tylko od tego, że jestem szczęśliwą kobietą. Wreszcie jestem szczęśliwa.

Zapraszam do śledzenia mojego profilu na Linkedln: www.linkedin.com/in/martacudakiewicz

Zapraszam do czytania bloga. 

Ale przede wszystkim zapraszam do programu mentoringowego “Nie jestem bogata, ale żyję jak milionerka” – bo szczęście, radość z życia, obfitość to stan umysłu a nie portfela.

Zdjęcie: Pixabay

P.S. Informacyjnie – pierwotny tytuł cyklu Cykl: ”Nie jestem bogata, ale żyję jak milionerka.” został zmieniony. Dlaczego? Nie jestem ekspertem od prawa autorskiego, ale nieznajomość prawa nie zwalnia z jego stosowania – fajny tytuł fajnym tytułem, ale intencją jest być correct w tym zakresie. 🙂

P.S.2 Nowy tytuł serii „zaproponował” mi ChatGPT. W tym przypadku nie mogłam się z nim nie zgodzić. 🙂

Przewijanie do góry