Dlaczego „inwestycje” w siebie i we własną działalność gospodarczą były moim największym wyzwaniem?
Gdy podjęłam decyzję o założeniu działalności przy jednoczesnym zatrudnieniu na etacie zmierzyłam się z kolejnym wyzwaniem: “inwestycje”.
Dlaczego o tym piszę?
Dlatego, że paradoksalnie najwięcej „inwestycji” w kolejny rozwój , szkoleń i warsztatów podnoszących kwalifikacje przeszłam w czasie, gdy tych funduszy nie miałam.
A nie w czasach – jak ja to nazywam – “miałam wszystko, a nie miałam nic”.
Zbierałam doświadczenia – jak wygląda rynek, jakie jest podejście do drugiego człowieka – gdy tych pieniędzy nie ma. Nie ma od ręki – a w perspektywie, w transzach.
Lekcja proszenia o pomoc i zaufania do ludzi.
Proszenie o pomoc i komunikat wprost – jak wygląda moja sytuacja finansowa to jedno z największych wyzwań, jakim stawiłam czoła. Przyznanie, że nie mam środków finansowych i czy w tej sytuacji mogę liczyć na ich pomoc. Na wsparcie z ich strony.
Nie musieli mi pomagać. Nie znali mnie – oprócz tego, że wiedzieli, “gdzie mnie szukać” – na Linkedln.
Niektóre drzwi zamykały się przede mną, gdy mówiłam o odroczonym terminie płatności lub ratach.
Inni chcąc mi pomóc oferowali rozwiązania pozwalające mi na zapłacenie za usługi w odroczonym czasie.
Niektórzy wystawili FV w niższych kwotach niz wynikałoby to z godzin poświęconych na moją osobę i moją działalność gospodarczą. A ani przez chwilę nie poczułam się klientem “niższej” kategorii. Wręcz przeciwnie. Klientem VIP.
Z perspektywy czasu wiem, że wiele z tych „inwestycji” nie było niezbędnych i koniecznych– jak mi się wtedy wydawało. Dzisiaj inaczej zarządziłabym moimi finansami. W niektóre „inwestycje” – w ogole bym nie weszła.
Ale nie uważam, żeby był to czas stracony – wiele się nauczyłam i wiele się dowiedziałam o ludziach. O sobie również.
Wdzięczność za ludzi, którzy stanęli na mojej drodze.
Niewątpliwie była to bardzo trudna lekcja związana z proszeniem o pomoc, przekraczaniem swoich barier, przekonań, lęku przed oceną.
Jakby nie było – wprost mówiłam, że nie mam pieniędzy. A mimo wszystko większość z osób obdarzyła mnie zaufaniem. Pomogła. Wskazała kierunek.
To jest po prostu niesamowite ilu wspaniałych i dobrych ludzi spotkałam wtedy na mojej drodze. W dużej mierze dzięki Ich wsparciu jestem tu gdzie jestem. Otworzyły się przede mną drzwi, które długi czas były zamknięte.
Spełniałam swoje marzenie, które odkładałam…16 lat. Ze strachu? Z poczucia, że sobie nie poradzę?
Nie – z poczucia, iż nie mam wystarczających środków finansowych, aby zacząć.
A kiedy zaczęłam – to tak naprawdę nie miałam odłożonych funduszy na ten cel. Wszelki kwestie pokrywałam ze środków bieżących nieustannie martwiąc się, czy mi starczy.
Podsumowując:
Najpierw był brak – przede wszystkim pieniędzy.
Z czasem przyszło poczucie, że można oddychać trochę swobodniej.
Na mojej drodze spotkałam wielu dobrych i życzliwych osób.
Świat pełen jest niewidocznej obfitości, a zaufanie do siebie pozwala przyjmować każdy dzień jak dar, który zawsze ma w sobie coś pięknego.
To, czego nauczył mnie ostatni rok to teo, że zmiana zaczyna się wtedy, kiedy przestajemy uciekać od siebie.
Jeśli czujesz, że nadszedł Twój czas, dołącz do mojego mentoringu transformacyjnego i odkryj, jak może wyglądać życie na Twoich własnych warunkach.
To nie będzie szybka droga.
To będzie Twoja droga pełna odwagi i odkryć.
P.S. Informacyjnie – pierwotny tytuł cyklu Cykl: ”Nie jestem bogata, ale żyję jak milionerka.” został zmieniony. Dlaczego? Nie jestem ekspertem od prawa autorskiego, ale nieznajomość prawa nie zwalnia z jego stosowania – fajny tytuł fajnym tytułem, ale intencją jest być correct w tym zakresie. 🙂
P.S.2 Nowy tytuł serii „zaproponował” mi ChatGPT. W tym przypadku nie mogłam się z nim nie zgodzić. 🙂
